„- Napalcie, kumo, w piecu do chleba. Trza dziewczynie zadać na dobre poty, to ją odejdzie.
Wdowa napaliła w piecu jak się patrzy i wygarnęła węgle czekając dalszych rozkazów.
– No, teraz – rzekła znachorka – położyć dziewuchę na sosnowej desce i wsadzić ją w piec na trzy zdrowaśki. Ozdrowieje wnet, jakby kto ręką odjął!
Istotnie, położono Rozalię na sosnowej desce (Antek patrzył na to z rogu izby) i wsadzona ją, nogami naprzód, do pieca”

Znana chyba wszystkim tragiczna historia Rozalii z „Antka” dzieje się również dziś, choć nie dosłownie, bo o ile medycyna pognała od tamtych czasów do przodu a efekty tego postępu trafiły pod strzechy, o tyle ekonomia przeżyła regres – w świadomości zwykłego człowieka też.

I tak choremu organizmowi gospodarczemu Polski zamiast leczenia, aplikowane są nieustannie trucizny – czy to przez ciemnych znachorów przekonanych święcie, że pomagają, czy to przez cwaniaków, którym ciemnota całuje dłonie i wciska weń sowitą zapłatę za ich bolesne w przyszłych skutkach, choć efektowne nieraz na tę chwilę, sztuczki.

Zacznijmy od tych, którzy w to wierzą, topiąc rozumność w błędzie i zabobonie. Bo o błędy przecież nietrudno. Daniel Kahneman – psycholog, ale i noblista w dziedzinie ekonomii, zwrócił uwagę, że nasz rozum działa w dwóch trybach: szybkim i wolnym. Ten pierwszy, „myślenie na skróty” – przebiega intuicyjnie, bez wysiłku i udziału naszej świadomości, która korzysta tylko z gotowych jego wyników. Może sterować kilkoma czynnościami jednocześnie, czego strzelistym przykładem są nadprzyrodzone z męskiego punktu widzenia zdolności ich superbohaterek – kobiet. Te w dzieleniu uwagi wiodą prym, pozostawiając zwykle płci brzydkiej dzielenie (jednego tylko!) włosa na czworo. Za nie zaś odpowiada myślenie wolne – „krok po kroku”, wymagające świadomego skupienia. Odbywa się przy wysiłku woli i pochłania sporo czasu oraz naszej uwagi, których nie mamy na ogół za dużo, stąd nieraz chętnie oddajemy ciężar analiz temu pierwszemu, szybkiemu. Świat nasz jednak w bezlitosnej sprawiedliwości temu, co łatwiejsze, odbiera nieco wartości, by to trudniejsze w czymś też lepsze być mogło. Myślenie szybkie bowiem, obarczone jest bardzo częstymi błędami. Weźmy choćby taką zagadkę:

Ołówek i gumka kosztują razem 1 zł i 10 groszy.
Ołówek kosztuje o złotówkę więcej, niż gumka.
Pytanie: ile kosztuje gumka?

Jeśli policzyli Państwo błyskawicznie, że gumka kosztuje 10 groszy, mogą sobie Państwo pogratulować, gdyż ten sam wynik podało 50% studentów Harvarda! Oni też popełnili ten sam błąd… Gumka bowiem, wbrew intuicji, kosztuje 5 gorszy. Przechodząc do drugiego trybu myślenia, upewnić się możemy (powoli i nie bez trudu), że rzeczywiście.

Na tym jednak nie koniec, bo nawet gdy odrzucimy na chwilę intuicję, bez pardonu obnażoną przez Kahnemana, narażeni jesteśmy na liczne fallacje, czyli błędy tkwiące w pozornie poprawnym rozumowaniu – tym wolnym, precyzyjnym, „krok po kroku”. Popełniamy je niechcący, bądź ulegamy złudzeniom konstruowanym celowo przez mistrzów erystyki.

Jeden z portali na przykład napisał kiedyś:
– Dobry polityk wytrzymuje próby. Donald Tusk może za takiego uchodzić, bo wytrzymał ich już wiele.

Brzmi nieźle, bo faktycznie – jeśli ktoś jest dobrym politykiem, to różne próby wytrzymać potrafi. No i Donald Tusk faktycznie różne próby wytrzymał, więc… jest dobrym politykiem – chciałoby się powiedzieć. Niestety. Choć prawdą jest, że jeśli warzywo jest ogórkiem, to jest zielone, to jednak kapusta, choć też jest zielona, nie jest ogórkiem!

Czy to błędy intuicji, czy fallacje nieświadomych, czy przebiegłe sofizmaty – mniej istotne. Jedno z trojga stać musi za powszechnym przekonaniem, że trzeba chronić polski rynek przed zalewem tanich towarów z zagranicy. Cóż innego – twierdzą tkwiący w błędzie – mamy począć, gdy my, bo głupi, kupując je, bo tańsze, odbieramy sobie miejsca pracy i możliwość zarobku, rujnując gospodarkę i wyprowadzając pieniądze – owoc naszej pracy – ku chytrzejszym krajom?!

Można dochodzić błędów i budować poprawne konstrukcje, łamiąc głowę na kolejnych jej piętrach, by oprowadzać później po każdym z nich łapiących zadyszkę słuchaczy. Ale można inaczej. Można też wziąć z błędu zrodzony wniosek, wrzucić go w brutalną logikę życia – niech sam upadnie na oczach go żywiących. Tak też Fryderyk Bastiat – wspominany już ekonomista z XIX-wiecznej Francji – wystosował petycję producentów świec do parlamentarzystów. Apeluje w niej do władnych „o zamknięcie wszystkich okien, okiennic, klap, żaluzji, judaszów i luków. Innymi słowy, wszystkich otworów, szpar i szczelin, przez które światło słoneczne wpada do domów, narażając na szwank nasze interesy”. Słuszność miał, bo jeśli zgodzimy się (z dowolnych powodów!), że to źle, jak z zewnątrz pojawi się tani towar, bo ten zabiera nam pracę, to przystać musimy tym samym i na to, że to źle, że z zewnątrz pojawia się towar tak tani, że wręcz – o zgrozo – darmowy! Towarem tym jest – wedle przykładu – słoneczne światło. Jak widać (dzięki promieniom światła) petycja nie odniosła skutku i strach pomyśleć, co by poczęli biedni producenci świec wraz z zastępami ich pracowników, gdyby dzień trwał nie pół – a całą dobę…

Ten sam Bastiat pisze o tym, jak „Robinson chroni swoje miejsce pracy” po tym, jak dostrzegł na brzegu samotnej wyspy wyrzuconą przez falę deskę. „Jeżeli zejdę po tę deskę, zdobędę ją za cenę zejścia na plażę i wdrapania się z powrotem na górę. Jednak robiąc deskę własną siekierą zapewniam sobie pracę na dwa tygodnie”. Po czym, by chronić wartość absolutną w końcu – pracę, wyrzuca deskę z powrotem w morze. Działanie w najwyższym stopniu głupie i szkodliwe, ale przez znachorów gospodarki – polityków, aplikowane nam nieustannie w formie ceł i zakazów, ze słowami pełnymi przekonania znad leżącej na sosnowej desce Rozalii – Ozdrowieje wnet, jakby kto ręką odjął!