Agnieszka Gozdyra w rozmowie z kol. Krzysztofem Bosakiem o wolności słowa pyta: gdzie by Pan chciał postawić granicę satyrze, która posługuje się wyolbrzymieniem?
Pyta sugerując, że takiej, zgodnie z pokracznie pojmowaną „wolnością”, granicy stawiać się nie powinno. Gdy Krzysztof wskazał na „granicę dobrego smaku” p. redaktor zwróciła uwagę, że „Pan ma inny smak, ja mam inny smak, prawdopodobnie Pan Piotr Szumlewicz będzie miał jeszcze inny smak”…
Cała ta lewacka gadanina, że wszystko wolno powiedzieć, bo wszystko jest relatywne, że nie można narzucać swojego systemu wartości, nie można narzucać swoich „świętości” kończy się, gdy ktoś zacznie obrażać publicznie np. czyjąś matkę. Wówczas okazuje się, że nawet największy orędownik relatywizmu ma swoje świętości i uważa, że inni powinni je respektować!
Przypomina mi to akcję Młodych Zbuntowanych, którzy, gdy zmarł Jan Paweł II, zakładali ostentacyjnie koszulki z napisem „nie płakałem po papieżu”, chcąc koniecznie zaznaczyć, że jako ludzie inteligentni, wyzwoleni i racjonalni, mają czyjeś świętości, te strzeliste pomniki zaściankowej ciemnoty, w głębokim poważaniu… Młody Zbuntowany uświadomiłby sobie, jak wiele ciemnoty jest w jego umyśle, gdyby po śmierci własnego ojca zobaczył na ulicy ludzi w koszulkach z napisem: „Nie płakałem po Twoim ojcu”…
W końcu miłość do ojca i żal po jego śmierci to nie jest pogląd naukowy, czy konstrukcja racjonalnego umysłu – to przesąd lub, co najwyżej, poddańczość wobec narzuconych genotypem mechanizmów biologii – powiedziałby konsekwentny lewak. Nie powie jednak, bo poczuje, że jest coś więcej, niż czysto racjonalne uzasadnienie. Są jeszcze WARTOŚCI.

Podobnie jest z „tolerancyjnymi”, którzy (święcie) oburzają się na „faszystów”, gdy Ci stwierdzają uczciwie: brzydzą mnie pieszczoty dwóch mężczyzn, nie chciałbym oglądać tego na ulicy.
Gdy zaś w autobusie pojawi się ktoś, kto śmierdzi, nietolerancyjnie marszczą brwi i kręcą głową z dezaprobatą. Gdy ktoś załatwia publicznie fizjologiczne potrzeby – reagują obrzydzeniem i domagają się doprowadzenia menela/pijaka/wariata do porządku. W końcu są jakieś granice dobrego smaku… ale jak to? „Pan ma inny smak, ja mam inny smak, prawdopodobnie Pan Piotr Szumlewicz będzie miał jeszcze inny smak”…

Dotyczy to też bajdurzenia o tym, że „państwo powinno być neutralne światopoglądowo”. Czegoś takiego oczywiście nie było, nie ma, nie będzie i być nie może. Państwo, które choćby zakazuje zabijania, nie jest „neutralne światopoglądowo”, bo przyjmuje światopogląd, że zabijać nie wolno. Przyjmuje określony system wartości, w którym jest wysokie miejsce dla życia. Więcej – państwo, które POZWALA zabijać, też nie jest neutralne światopoglądowo, bo przyjmuje światopogląd, że zabijać wolno! Zresztą: to, że państwo ma być „neutralne światopoglądowo” też jest światopoglądem, który chciałoby się narzucić tym, którzy mają na ten temat inne zdanie.

Wolność też jest WARTOŚCIĄ. Wartością, w którą wierzą wolnościowcy. Od wartości nie uciekniemy. A relatywizm, podobnie jak teoriopoznawczy sceptycyzm, to nieosiągalna iluzja chorobliwie mącąca zagubione intelekty i trawiąca najszlachetniejsze serca.