Jarosław Kaczyński napisał list do sympatyków PiS. Nawiązał do wyborów  prezydenckich

Uwaga – LOGIKA! Z okazji 2 lat Rządów PiS przypomniałem, że Jarosław Kaczyński dostał od tygodnika „W Sieci” tytuł „Człowieka Wolności” i powiedziałem, że to to tak, jakby „Der Strumer”, albo „Der Angriff” (gazety związane z NSDAP) przyznały Hitlerowi tytuł „Przyjaciela Żydów”.
Pan Kamil Sanetra napisał:
„Ja sie pytam jak ten Pan mógł porównać kogokolwiek do hitlera ?? Kogokolwiek..”

Odpowiadam. Po pierwsze: nie porównałem nikogo do Hitlera. Porównałem pewien fakt (przyznanie określonego tytułu określonej osobie) do hipotetycznej, analogicznej sytuacji. Analogia polega na tym, że 1) w obydwu wypadkach tytuł przyznaje gazeta zależna od tytułowanego i 2) tytułowany nie ma nic wspólnego z walorami jakie niesie nadany tytuł. Na tym polega podobieństwo tych dwóch sytuacji i stąd wynika sensowność porównania.

Po drugie (sprawa bardziej podstawowa): PORÓWNYWAĆ MOŻNA WSZYSTKO ZE WSZYSTKIM. Co więcej, jest to KONIECZNE. Na przykład: gdybyśmy nie mogli porównać Matki Teresy do Hitlera, nigdy nie dowiedzielibyśmy się, że Matka Teresa była w najwyższym stopniu lepszym człowiekiem od Hitlera. Pan Kamil Sanetra oburzając się na „porównanie kogokolwiek do Hitlera” raczej ma na myśli ZRÓWNYWANIE z Hitlerem. I faktycznie: mało kogo można zrównać (np. pod względem odpowiedzialności za zbrodnie i cierpienie) z Hitlerem. Choć są tacy, którzy w okrucieństwie nawet go przebili… Ale PORÓWNANIE kogoś (pod jakimś względem!) do kogoś innego, nie jest ZRÓWNANIEM (a na pewno nie zrównaniem pod każdym względem!). Pan Kamil swoją wypowiedzią prezentuje powszechny błąd logiczny, wyrażony w powszechny sposób. Moje porównanie, powtarzam, nie dotyczyło Hitlera, ale pewnej sytuacji z nim związanej. Ale: nawet jeśli porównałbym kogoś do Hitlera, nadal nie musiałby w tym być nic złego! Na przykład: jak powiem, że ktoś jest „uparty jak osioł” (porównam go do osła pod jakimś względem), nie znaczy, że zrównałem go ze zwierzęciem. Tymczasem Pan Kamil powinien się oburzyć: „jak można porównać człowieka do zwierzęcia! Jakiegokolwiek człowieka”. Jak powiem o kimś, że ma „pamięć jak słoń” – Pan Kamil powinien powiedzieć to samo (mimo, że właśnie kogoś skomplementowałem!). Jak powiem o kimś, że strzela tak dobrze, jak Brevik – znów komplementuję jego celność, a nie nazywam go psychopatycznym zabójcą! Jak powiem, że ktoś przemawia „prawie tak dobrze, jak Hitler”, to też go komplementuję (Hitler był świetnym mówcą!). Jak mowię, że ktoś ma poglądy gospodarcze jak Hitler, to już go nie komplementuję (w końcu to typowe poglądy socjalistyczne), ale nadal nie zrównuję go z ze zbrodniarzem wojennym!

W Europie panuje fetysz Hitlera. W kulturze chrześcijańskiej długo żywe było przykazanie: „Nie będziesz wzywał imienia Pana, Boga twego, nadaremno”. Po Holocauście, mam wrażenie (znów porównanie – POD TYM WZGLĘDEM!) Hitler zajął miejsce Pana Boga – wymienienie jego imienia, niezależnie od kontekstu i zasadności, wywołuje ŚWIĘTE OBURZENIE.

DOPISEK (edit)
Pan Śliwicki napisał w komentarzu:
„Argument ad Hitlerum kończy spory z niekorzyścią dla tego kto go używa. No niestety. Przegrana. I w taki sposób wolnościowcy w Polsce nie mogą się przebić ponad gimbazę. Nic się nie uczycie na błędach. Nic.”

Odpowiadam:
Twierdzenie, że „argumentum ad hitlerum” kończy spór na niekorzyść tego, który go użył jest oczywiście sprzeczny z logiką, fałszywy (prawda bowiem nie zależy od postaci historycznych, ale od prawdziwości przesłanek o i poprawności wnioskowania – uzależnienie jej od słowa Hitler – to dopiero fetysz!). Dlatego jest odwrotnie: każdy, kto użyje tego twierdzenia (błędnie nazywanego prawem Godwina), przegrywa dyskusję. „Gimbaza” jednak logiki na ogół nie rozumie, stąd zasłyszawszy tę bzdurę, cieszy się z wygranej jak gołąb, który strącił wszystkie figury na szachownicy… Zupełnie jak Pan Śliwicki.